Dorada kojarzy mi się nieodłącznie z kuchnią włoską, choć można zjeść ją i w warszawskich restauracjach, i nad polskim morzem, a przede wszystkim bez trudu można przygotować ją w domu.
Nie chcąc urządzać reklamy, muszę pochwalić moje pewne odkrycie - po powrocie do Warszawy z wielką radością odkryłam, że w samym centrum, w połowie Nowego Światu każdy kuchnioholik może kupić świeże, niemrożone ryby, owoce morza, a nawet skosztować tych przygotowanych na miejscu. Mam tu na myśli sklep i restaurację Top Fish. Tym razem, skusiłam się w nim na dorodne dorady - pięknie wyglądające ryby w ładnym pełnym kształcie o lśniących oczach, które świadczą o ich świeżości dużo bardziej przekonująco niż najbardziej usilne przekonywanie sprzedawcy.
Przeprowadzki, życie na walizkach i podróże doprowadziły mój żołądek do niemiłego stanu, więc postanowiłam urządzić się w nowej kuchni i z powrotem zanurzyć się w kuchni lekkiej, lekkostrawnej i przepysznej. Dorada tylko mi w tym pomogła.
Oczywiście, najlepiej ryba smakuje z pieca włoskiego lub smażona. Ale obie te opcje odpadają (pierwsza z braku pieca, druga z powodu zakazanego smażenia), więc przyrządziłam je w piekarniku w foliowych pakunkach. To jedna z moich ulubionych metod przygotowywania ryb - są wtedy soczyste, niewysuszone, wypełnione aromatem i smakiem i w pełni wchłaniają wszelkie zioła, które do nich napakuję. Tym razem nadzienie pietruszkowo-czosnkowe, a do tego patate al forno, czyli z włoskiego ziemniaki z pieca.
Składniki dla 2 osób:
2 dorady (tusze)
pęczek pietruszki
sól morska
czosnek w ząbkach lub wersja tradycyjna (w składzie nic poza ziołami i przyprawami, brak glutaminianu sodu i innych przyjemniaczków)
pieprz
6 ziemniaków małej wielkości
świeże oregano
1. Dorady myjemy, sprawdzamy czy wymagają usunięcia jakichkolwiek łusek i odkładamy na deskę. Nacieramy je solą morską w środku i na zewnątrz, posypujemy lekko czosnkiem i napełniamy po brzegi koperkiem. Pęczek w całości zużywamy po połowie na doradę.
2. Ziemniaki rozcinamy na pół, nacieramy solą i układamy na blasze. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni w trybie "Termoobieg" - tylko to zapewni nam wyśmienitą skórkę na ziemniakach i szybki czas pieczenia. Wstawiamy ziemniaki ułożone po jednej stronie blachy w rządkach do piekarnika i pieczemy 15 minut.
3. Do piekarnika na tę samą blachę wkładamy ryby umieszczone w osobnych koszulkach z folii aluminiowej. Muszą być szczelnie zamknięte, by aromat nie uleciał. Zmniejszamy temperaturę do 180 stopni a na ziemniaczkach układamy gałązki oregano.
4. Wyjmujemy rybę po 20 minutach - otwieramy kieszonki, uważając, by sos nie wyleciał na nas czy na blat i układamy je na talerzach. Jeśli ktoś woli, można przed wyjęciem ryb otworzyć kieszonki i włączyć grill w piekarniku - wtedy z wierzchu będą miały zapieczoną skórkę.
5. Do ryb dokładamy z boku zapieczone ziemniaczki wraz ze zrumienionym oregano i podajemy.
Oczywiście, jakże pysznie byłoby, gdyby do ryby w takiej formie dołożyć sos, np. jogurtowo-cytrynowy, lub czosnkowy. Ale ja, dla lepszego samopoczucia i celem uniknięcia bólu brzucha, rezygnuję. Innym razem :)
Przepis jest częścią akcji "Jedzmy ryby". Ja też zachęcam Was gorąco do poparcia tej idei - mało jest zdrowszych rzeczy niż rybki i warto zamienić mięso na rybę co najmniej raz w tygodniu. Nawet niech będzie tradycyjny piątek, byleby rybka była!