Jesienią na straganach z warzywami jest tak wiele pyszności, że nie wiadomo, co gotować najpierw, dynię, cukinię, papryki... wybór jest niemalże nieskończony. Najlepiej - wszystko po kolei.
Na lekki obiad, który nie przysporzy nam żadnych problemów żołądkowych, a dostarczy wiele smaku i mnóstwo witamin, polecam cukinię po meksykańsku. Przepis zaczerpnięty ze "Smaku życia" Agnieszki Maciąg.
Składniki:
3 duże pomidory
2 młode spore cukinie lub 6 małych
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
2 ząbki czosnku
2 suszone papryczki chili
1 cebula
2 łyżki oliwy z oliwek
0,5 szklanki posiekanych liści bazylii
1 łyżeczka cukru trzcinowego
sól
świeżo mielony czarny pieprz
Żeby to danie naprawdę nie szkodziło, przepis dla IBS-ów trzeba trochę zmodyfikować. Ja rezygnuję z papryczki chili, cebuli i czosnku. Wiem, że wszystkie te składniki sprawiają, że danie ma wyjątkowy aromat. Niestety, dla mnie są tylko źródłem bólu żołądka, więc.... z bólem rezygnuję! Ostatnio dowiedziałam się też, że jedno z moich ulubionych ziół, bazylia, bardzo wzmaga produkcję kwasu żołądkowego. Więc teoretycznie też powinnam z niego zrezygnować. Nie rezygnuję, myślę, że to mały grzech.
1. Najpierw parzymy pomidory i obieramy je ze skórki. Kroimy w kostkę. Cukinię myjemy i bez obierania kroimy w kostkę. Paprykę myjemy, usuwamy nasiona i kroimy w kostkę.
2. Na rozgrzaną na patelni oliwę dodajemy paprykę. Gdy papryka jest już prawie gotowa, dodajemy cukinię, a na koniec pomidory. Dusimy bardzo krótko, wszystkie warzywa szybko będą miękkie. Na koniec dodajemy cukier, sól i bazylię.
Podajemy z kuskusem lub z ryżem. Coś pysznego, a do tego wegetariańskie. Naprawdę poprawi humor w słotny dzień :)
sobota, 29 września 2012
niedziela, 2 września 2012
Muffiny na koniec lata
Pod koniec lata wszystkie owoce przyniesione z ogrodu lub z targu wywołują uśmiech na twarzy. Jest jeszcze trochę malin, pojawia się polski winogron, pomidory są lepsze niż w jakimkolwiek innym miesiącu. Z ostatnich zakupów przyniosłam też koszyczek pięknych czerwonych porzeczek - soczystych, słodkich i kwaśnych jednocześnie, po prostu pysznych. Bardzo letnich.
Kiedy zostaje mi trochę bananów, ich skórka robi się ciemniejsza, a same banany są zbyt dojrzałe, wiadomo, co będzie na deser - babeczki bananowe, robione na bazie bananów, oleju i białej czekolady. Ale skoro mamy koniec lata, postanowiłam zmodyfikować przepis i zamiast przesłodkich babeczek, upiec muffinki bardziej letnie, z czerwoną porzeczką.
Składniki:
3-4 bardzo dojrzałe banany
125 ml oleju słonecznikowego
2 jajka
125 g mąki pszennej
125 g mąki kukurydzianej
90 g drobnego cukru i łyżka cukru demerara
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
pół koszyczka porzeczek
Kiedy zostaje mi trochę bananów, ich skórka robi się ciemniejsza, a same banany są zbyt dojrzałe, wiadomo, co będzie na deser - babeczki bananowe, robione na bazie bananów, oleju i białej czekolady. Ale skoro mamy koniec lata, postanowiłam zmodyfikować przepis i zamiast przesłodkich babeczek, upiec muffinki bardziej letnie, z czerwoną porzeczką.
Składniki:
3-4 bardzo dojrzałe banany
125 ml oleju słonecznikowego
2 jajka
125 g mąki pszennej
125 g mąki kukurydzianej
90 g drobnego cukru i łyżka cukru demerara
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
pół koszyczka porzeczek
1. Babeczki robi się niezwykle szybko, więc najpierw włączamy piekarnik i rozgrzewamy do
200 st. C. Foremki do babeczek wykładamy papilotkami, ewentualnie smarujemy odrobiną tłuszczu i wysypujemy bułką tartą. Silikonowych foremek nie trzeba ani smarować, ani posypywać, ani wypełniać papilotkami.
2. Banany rozgniatamy tłuczkiem do ziemniaków lub widelcem. Do osobnej miski wlewamy olej, dodajemy jajka i ubijamy trzepaczką.
3. Do dużej miski wsypujemy: mąkę, cukier, sodę i proszek. Mieszamy. Dodajemy mus bananowy i mieszankę oleju i jajek.
4. Porzeczki płuczemy i zdejmujemy z gałązek. Dodajemy do dobrze wymieszanej masy i lekko mieszamy, aby były rozłożone równomiernie. Do każdej papilotki/foremki nakładamy około 2 łyżki ciasta. Można nakładać prawie do pełna, wtedy babeczki pięknie wyrosną. To, że dobrze wyrastają to zasługa połączenia sody i proszku. Natychmiast po wyłożeniu ciasta, foremki wkładamy do piekarnika.
5. Pieczemy około 25 minut.
Dla mnie to świetny deser - nie są tłuste, nie zawierają kremu, który dla osób z IBS jest prawdziwym zabójstwem. To deser bez surowych owoców, nie za słodki. Babeczki są sycące i zdrowe, w końcu robione z owoców i z owocami. Porzeczki to właściwie świetny dodatek - dzięki nim jest równowaga między smakiem słodkim i kwaśnym w babeczkach, a ich pestki świetnie się rozgryza. Po prostu bomba ;)
niedziela, 26 sierpnia 2012
Potage Célestine
Potage Célestine, czyli krem z selera i porów to typowa zupa z kuchni francuskiej. Ten przepis pochodzi z "Mastering the Art of French Cooking" autorstwa Julii Child i Simone Beck (o której bardzo często kompletnie się zapomina). Dla mnie zupełna nowość, wielka odmiana dla podniebienia i zupełna niespodzianka pod względem smaku i aromatu!
Znudzona kremem z pomidorów i z dynii, postanowiłam poszukać inspiracji u Julii Child. Końcówka tego lata i jesień upłyną u mnie zdecydowanie pod znakiem kuchni francuskiej.
Przepis przetłumaczony przeze mnie z oryginału, nic dodać, nic ująć :)
Potage Célestine
Krem z selera, na bazie ziemniaków, porów i ryżu
To zupa z porów i ziemniaków z nutką selera, dobra zarówno na gorąco, jak i
na zimno.
Na 6 porcji
I.
Por i
seler
Białe
części 2 średniej wielkości porów, pokrojone w krążki; lub 2 duże cebule,
poszatkowane
6 dużych
łodyg celera, pocięte w kawałki
¼
łyżeczki soli
40 g
masła
Duży
rondel z grubym dnem, z pokrywką
750 ml
lekkiego bulionu z kurczaka,
85 g
białego ryżu
Gotuj na
wolnym ogniu warzywa z solą i masłem pod przykryciem, aż warzywa zmiękną, około
10 minut. Uważaj, żeby warzywa się nie przypaliły. Dodaj bulion, zagotuj, dosyp
ryż, zamieszaj i gotuj powoli bez przykrycia przez 25 minut.
II.
Ziemniaki
3 lub 4
ziemniaki średniej wielkości, obrane i pokrojone w kostkę.
mniej
niż 0,5 l wody
½ łyżeczki soli
Drugi
duży rondel z grubym dnem.
Tłuczek
do ziemniaków lub blender
mniej
niż 0,5 l mleka, podgrzanego w małym garnku
Trzepaczka
i drewniana łyżka
W
międzyczasie, ugotuj ziemniaki w osolonej wodzie. Gdy ziemniaki będą miękkie,
przelej wodę, w której się gotowały do rondla z porem i selerem. Jeśli używasz
tłuczka, utłucz ziemniaki, przełóż z powrotem do garnka i dodaj do nich mleko,
aż wszystko utworzy kremowe puree. Jeśli korzystasz z blendera, zmiksuj
ziemniaki z odrobiną mleka, przełóż do rondka i trzepaczką połącz z resztą
mleka.
III.
Wykończenie
zupy; masełko ziołowe i grzanki
1/8
łyżeczka cukru (by podkreślić smak)
sól i
biały pieprz
Zmiksuj
mieszankę porowo-selerową wraz z płynem i połącz z puree ziemniaczanym. Dobrze
wymieszaj trzepaczką i zagotuj; dodaj cukier i przyprawy do smaku.
Odstaw
na bok bez przykrycia.
80-100 g
miękkiego masła
3 łyżki
trybuli ogrodowej lub estragonu; lub utarta świeża pietruszka i ¼ łyżeczki
suszonego estragonu
Podgrzana
waza; miseczki do zupy lub bulionówki
Grzanki
Podgrzej
zupę przed podaniem. Połącz masło z ziołami i wysmaruj nim wnętrze wazy lub
nałóż po troszkę do każdej miseczki lub bulionówki. Przelej gorącą zupę na
masełko ziołowe, wierzch posyp grzankami. Podawaj gorące.
To Julia Child, więc żaden komentarz nie jest potrzebny. Ale mimo wszystko: połączenie puree z ziemniaków i delikatnie rozdrobnionego ryżu? Dla mnie zupełna nowość i coś... wspaniałego!
sobota, 11 sierpnia 2012
Nadziewane patisony
Patison to zupełnie owe odkrycie w moim domu. Warzywo, które kiedyś tylko śmieszyło swoją nazwą, dziś zachwyca. Samo w sobie jest bardzo intrygujące. Wygląda jak niezwykła dynia, kształtna, z wystającyi brzegami, w pięknym pistacjowym kolorze.
Bardzo wygodnie jest przyjechać do rodzinnego domu, już w drodze cieszyć się nadchodzącą rodzinną atmosferą, a na stole zastać nie tylko pięknie pachnący obiad, ale do tego kulinarne odkrycie. Tak właśnie było w tym roku, kiedy wróciłam w rodzinne strony.
Patisony, które widać poniżej to swojskie, ogródkowe plony. Są różnej wielkości, a co jeden, to ładniejszy. U nas są całe kosze, więc przerabiamy je na różne sposoby, ale najbardziej efektowne są chyba zapiekane, nadziewane patisony. Niezwykły smak. Polecam każdemu, zwłaszcza tym z IBS, którym wolno jest gotowane warzywa (a raczej tylko gotowane warzywa) bo to bomba warzywna, pełna witamin, kolorów i smaku.
Przepis na nadzienie moja mama wypożyczyła ze strony Palce Lizać. Składniki są odrobinę zmodyfikowane:
3 średniej wielkości patisony
Nadzienie:
1 czerwona
1 żółta papryka
pół puszki czerwonej fasoli
1 cebula
2 świeże pomidory
sól, pieprz,
oliwa
2 łyżeczki świeżego koperku
1. Najpierw trzeba odkroić czubki patisonów i wzdłuż nacięcia wydrążyć miąższ. Pestki wyrzucamy, a resztę tego, co zostanie wydrążone odkładamy na bok.

2. Cebulę kroimy drobno. Paprykę kroimy w kostkę. Dodajemy posiekany miąższ. Doprawiamy solą, pieprzem. Pomidory należy sparzyć, obrać ze skórki i pokroić w kostkę. Wszystkie składniki smażymy na dużej, głębokiej patelni lub w woku. Dodajemy odsączoną fasolę i mieszamy.
3. Oczyszczone patisony solimy i pieprzymy w środku. Napełniamy farszem po brzegi (a nawet z lekkim czubkiem). Wkładamy do naczynia żaroodpornego i zapiekamy około 30 minut. Przy dotknięciu patison ma się wydawać miękki, ale nie rozgotowany.
4. Przyrządzamy lekki sos pomidorowy do podania z patisonami. Na patelni podsmażamy odrobinę cebulki. Do tego dokładamy obrane i pokrojone w kostkę pomidory (dwa lub trzy). Porządnie smażymy do miękkości. Miksujemy blenderem i nakładamy na talerz obok patisona do dekoracji.
Wszystkim gościom powinna opaść szczęka ;) ale tylko na chwilę, bo zaraz zabiorą się za dokładkę ;)
Przed pieczeniem
Po pieczeniu
czwartek, 9 sierpnia 2012
Tarta jeżynowa
Jeżyny zawsze były dla mnie owocami niedostępnymi, leśnymi, znajdowanymi tylko przypadkiem. Przy okazji letnich wycieczek rowerowych odkryłam piękne krzaczki jeżyn, gotowe by tylko odciążać je z owoców. Z pełnym koszyczkiem wpadłam do kuchni i już wiedziałam, że jeżyny królować będą na tarcie.
Spód ciasta to oczywiście krucha tarta. Przepisów jest wiele. Tym razem przepis na dość kleiste ciasto kruche, które lekko spływa z brzegów podczas pieczenia. Ja zwykle robię ciasto dużo mniej tłuste, takie które dość trudno połączyć, ale za to niespływające w ogóle. Oba pyszne.
2 zółtka 15 dag cukru
2 duże łyżki śmietany gęstej kwaśnej
1/2 kg mąki
250g masła
1. Żółtka lekko rozcieramy z cukrem. Dodajemy dwie duże łyżki gęstej śmietany. Najlepsza jest ta wiejska - moja była tak gęsta, że konsystencją zaczynała przypominać masło, ale wspaniale połączyła składniki ciasta.
2. Na blacie, desce lub w misce rozsypujemy mąkę. Na nią rozkruszamy masło i nożem, bez dotykania masła rękami, siekamy, siekamy i siekamy, aż mąka i masło się połączą. Potem dodajemy żółtka połączone z cukrem i mieszamy wszystkie składniki. Gotowe. Przekładamy do woreczka przezroczystego i wkładamy do lodówki.
3. Po godzinie wyjmujemy ciasto z lodówki. Na blacie rozkładamy folię przezroczystą. Na nią wykładamy ciasto pokrojone w plastry. Przykrywamy kolejnym kawałkiem folii i pod tą folią rozwałkowujemy. Gdy ciasto będzie odpowiedniej grubości(mniej więcej 3 mm), zdejmujemy górną warstwę folii i jednym ruchem przekładamy ciasto do foremki. Dolepiamy do brzegów i naprawiamy ewentualne niedociągnięcia.
Ilość ciasta z przepisu starcza na dwie tarty, resztę ciasta można zamrozić.
4. Tartę pieczemy około 20 minut w 180 stopniach.
W międzyczasie przygotowujemy nadzienie. Ja zdecydowałam się na włoski krem cukierniczy crema pasticcera. Przepis zapożyczyłam od pani G. z tej strony.
Składniki:
3 zółtka
4 łyżki cukru
2 czubate łyżki mąki
1/2 l mleka
skórka cytrynowa
Po kolei łączymy składniki. Podgrzewamy mleko. W garnuszku lekko ucieramy żółtka z cukrem. Dodajemy i łączymy mąkę. Powoli dodajemy po odrobinie mleka - gdy masa będzie płynna, dodajemy resztę mleka. Odrobina skórki i gotowe :) Wstawiamy na kuchenkę i gotujemy aż do zgęstnienia i powstania pierwszych bąbelków. Studzimy.
Na wierzch tarty lądują ręcznie przebrane i umyte jeżyny. Delikatnie! Łatwo puszczają sok ;)
Spód ciasta to oczywiście krucha tarta. Przepisów jest wiele. Tym razem przepis na dość kleiste ciasto kruche, które lekko spływa z brzegów podczas pieczenia. Ja zwykle robię ciasto dużo mniej tłuste, takie które dość trudno połączyć, ale za to niespływające w ogóle. Oba pyszne.
2 zółtka 15 dag cukru
2 duże łyżki śmietany gęstej kwaśnej
1/2 kg mąki
250g masła
1. Żółtka lekko rozcieramy z cukrem. Dodajemy dwie duże łyżki gęstej śmietany. Najlepsza jest ta wiejska - moja była tak gęsta, że konsystencją zaczynała przypominać masło, ale wspaniale połączyła składniki ciasta.
2. Na blacie, desce lub w misce rozsypujemy mąkę. Na nią rozkruszamy masło i nożem, bez dotykania masła rękami, siekamy, siekamy i siekamy, aż mąka i masło się połączą. Potem dodajemy żółtka połączone z cukrem i mieszamy wszystkie składniki. Gotowe. Przekładamy do woreczka przezroczystego i wkładamy do lodówki.
3. Po godzinie wyjmujemy ciasto z lodówki. Na blacie rozkładamy folię przezroczystą. Na nią wykładamy ciasto pokrojone w plastry. Przykrywamy kolejnym kawałkiem folii i pod tą folią rozwałkowujemy. Gdy ciasto będzie odpowiedniej grubości(mniej więcej 3 mm), zdejmujemy górną warstwę folii i jednym ruchem przekładamy ciasto do foremki. Dolepiamy do brzegów i naprawiamy ewentualne niedociągnięcia.
Ilość ciasta z przepisu starcza na dwie tarty, resztę ciasta można zamrozić.
4. Tartę pieczemy około 20 minut w 180 stopniach.
W międzyczasie przygotowujemy nadzienie. Ja zdecydowałam się na włoski krem cukierniczy crema pasticcera. Przepis zapożyczyłam od pani G. z tej strony.
Składniki:
3 zółtka
4 łyżki cukru
2 czubate łyżki mąki
1/2 l mleka
skórka cytrynowa
Po kolei łączymy składniki. Podgrzewamy mleko. W garnuszku lekko ucieramy żółtka z cukrem. Dodajemy i łączymy mąkę. Powoli dodajemy po odrobinie mleka - gdy masa będzie płynna, dodajemy resztę mleka. Odrobina skórki i gotowe :) Wstawiamy na kuchenkę i gotujemy aż do zgęstnienia i powstania pierwszych bąbelków. Studzimy.
Na wierzch tarty lądują ręcznie przebrane i umyte jeżyny. Delikatnie! Łatwo puszczają sok ;)

wtorek, 12 czerwca 2012
Szparagi, cytryna, drób...
Czerwiec i nadchodzące lato wyczuć można po kilku oznakach, na stoiskach ryneczków coraz więcej truskawek, powoli pojawiają się drogie czereśnie czy maleńkie maliny, ale przede wszystkim - szparagi. Jedno z bardziej eleganckich warzyw, takich ,które sprawiają, że czujemy, jakbyśmy jedli luksus w czystej postaci.
Tym razem szparagi w towarzystwie piersi z kurczaka, młodych, drobnych ziemniaczków i sosu cytrynowego. I to nie szparagi mają być tu dodatkiem, tylko drób i spółka.
Pęczek zielonych szparagów
pierś z kurczaka, świeża
kilogram młodych ziemniaczków
cytryna
śmietana 30%
sól
pieprz
czas przygotowania: 30 minut
1. Kurczaka obieramy, przygotowujemy do gotowania. Nacieramy go mocno solą morską i wkładamy do lodówki na co najmniej pół godziny.
Na pół godziny przed planowanym obiadem wyjmujemy kurczaka, a ziemniaczki dokładnie myjemy w wodzie. Ziemniaczki w całości nacieramy solą i wkładamy do parowaru na 25 minut - można je też zwyczajnie ugotować w wodzie, ale gotowane na parze mają piękny aromat i nie tracą tylu wartości.
2. W międzyczasie kroimy kurczaka w podłużne paski i nacieramy pieprzem wedle uznania. Układamy go na płycie do gotowania w parowarze i odstawiamy na bok.
3. Cytrynę trzeba mocno "wymasować" pocierając cytryną mocno o blat kuchenny lub deskę. Następnie cytrynę należy sparzyć wrzątkiem. Potem, ścieramy skórkę z całej cytryny i rozkrawamy ją na pół w poprzek.
4. Podgrzewamy śmietankę na patelni. Ilość jest względna - dla mnie to około 200 ml - śmietanka mocno zmniejszy objętość. Dodajemy skórkę z cytryny do śmietanki i pozwalamy jej się zagotować.
5. Na 15 minut przed końcem gotowania do parowaru dokładamy tacę z kurczakiem. Niech się gotuje. Po 10 minutach wyjmujemy tacę z kurczakiem, a do ziemniaczków dokładamy szparagi - 5 minut to dla nich zdecydowanie dość krótko. Szparagi trzeba wcześniej umyć i odciąć lekko zdrewniałe końcówki.
6. Do zredukowanej śmietanki dodajemy kurczaka. Sos powinien być dość gęsty. Jeśli jest za gęsty, dodajemy odrobinę wody lub śmietanki. Do zawartości patelni wciskamy sok z cytryny, może być prawie z całej połówki. Próbujemy, ewentualnie dodajemy soli lub soku z cytryny.
7. Wyłączamy parowar. Ziemniaczki kroimy na połówki i układamy z boku talerza. Obok, na środku kurczak w sosie, na wierzch wzdłuż szparagi. Szparagi wcześniej dobrze ułożyć na innym talerzu, pokropić oliwą i polać sokiem z cytryny. Całość polewamy sosem według uznania :)
Dla mnie - niebo :) Do tego w 100% zdrowe. Wszystko z parowaru, kurczak niesmażony, więc nie zaszkodzi nikomu. Warzywa są delikatne, dobrze ugotowane, ale nie rozgotowane. To danie w pełni zgodnie z dietą Low FODMAP. A do tego, jest naprawdę przepyszne i nadaje się na coś więcej niż zwykły lunch, choć i wtedy dostarczy nam nieziemskich wrażeń :)
środa, 6 czerwca 2012
Nalewka i syrop z kwiatów bzu
Z notatnika mamy:
Koniec maja i początek czerwca to pora na bzowe zbiory. Bez zrywamy koniecznie w słoneczny dzień, w południe, bardzo ostrożnie, by nie uronić cennych pyłków kwiatowych. W domu odcinamy starannie wszystkie zielone części baldachów, bo to one nadają gorzki posmak naszemu syropowi. Nie zrywamy przekwitających kwiatostanów, bo mogą zawierać toksyczne składniki.
Potrzebujemy na każde 50-70 baldachów 1l wody, 700g cukru, 1 cytrynę i 300g spirytusu. Ja nie dodaję żadnych innych składników, bo nie chcę zepsuć naturalnego smaku i koloru bzu. Uwierzcie,kiedy skosztujecie, sami też docenicie. W słoju układamy na przemian kwiatuszki i cytrynę i zalewamy letnim syropem zrobionym z wrzącej wody i cukru, przykrywamy gazą lub papierem i odstawiamy w słoneczne miejsce na 8-10 dni, codziennie potrząsając. Ja jestem typem smakosza i nie mogę sobie odmówić codziennego rytuału próbowania intensywności syropu, kontrolując równocześnie, czy nie zaczyna się fermentacja. W takich okolicznościach skracam leżakowanie, przecedzam przez gęste sito, mieszam ze spirytusem i tak powstaje pyszna i zdrowa nalewka. Odstawiam na trzy tygodnie bez mieszania, potem ponownie zlewam, tak by nie było osadu. dzieciom nalewki nie podaję i dla tego przygotowuję tez z części syrop. W tym celu sok po odcedzeniu doprowadzam do wrzenia, potem zamykam w butelkach i odstawiam do przestudzenia odwrócone do góry dnem. Teraz już rodzinne maluszki mają swój syropek na wszelkie okoliczności, który nie wymaga przechowywania w lodówce.
Nalewkę i syrop z bzu czarnego stosuję w przeziębieniach i innych
chorobach, przy których występuje gorączka. Zimą profilaktycznie, ze
smakiem i dla zdrowotności. Ze względu na swoje działanie moczopędne bez
zalecany jest jako środek wspomagający leczenie zakażeń dróg moczowych.
Nalewka dobrze też robi na migreny i stany osłabienia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























