Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karnawal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karnawal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2012

Devil's Food Cakes

Jak sama nazwa wskazuje, muffinki, które upiekłam dzisiaj pod wieloma względami przypominają diabła - są nieziemsko ciemne, szatańsko pyszne i właściwie sam pomysł pieczenia tak kalorycznych i tak mocno czekoladowych babeczek jest iście szatański. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, w ramach tegorocznego Czekoladowego Weekendu upiekłam właśnie Devil's Food Cakes.
Devil's Food Cakes to tradycyjne amerykańskie ciasto czekoladowe, które pojawiło się w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. Sam fakt, że pozostaje wiecznie modną klasyką od tamtego czasu powinien was przekonać do wypróbowania tego przepisu. Zwłaszcza, że to wersja dla mniejszych łasuchów, czyli np. tych, którzy na wiele słodkości nie mogą sobie pozwolić, np. osoby z IBS. Mimo mniejszych rozmiarów Devil's Food Muffins są równie diabelskie i niezwykle efektowne.

Składniki na 18 muffinków:
50 g margaryny do ciast lub masła
125 g cukru trzcinowego
2 spore jajka
125 g mąki
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
4 i 1/2 łyżki ciemnego kakao
125 ml śmietany 12 lub 18%

Składniki na krem:
125 g ciemnej czekolady dobrej jakości
2 łyżki drobnego cukru
150 ml śmietany
ok 50 g mlecznej czekolady i 50 g białej czekolady na wiórki

  1. Zaczynamy od włączenia piekarnika na 180 st. C. Przygotowujemy dwie blachy do pieczenia muffinków. Z braku takich możemy użyć zwykłych papierków do muffinków, ale w zdwojonej ilości. Wkładamy jeden papierek w drugi i tym samym uzyskujemy wzmocnioną małą foremkę - ciasto się nie rozleje.
  2. Do miski wkładamy margarynę (musi być wcześniej wyjęta z lodówki, by dała się rozmiksować), cukier, jajka, mąkę, proszek i kakao. Łączymy za pomocą miksera.  Gdy ciasto uzyska gładką konsystencję, odkładamy mikser, dodajemy śmietanę i łączymy za pomocą łyżki z masą. Śmietana powinna mieć 12 lub 18 % tłuszczu i może być kwaśna.
  3. Ciasto przekładamy równomiernie do foremek lub papierków.  Gdy piekarnik się nagrzeje, wkładamy blachy do środka i pieczemy ok. 20 minut - foremki mają się wypełnić, a muffinki powinny być pulchne i ładnie popękane od góry.
  4. Gdy upieczone muffinki stygną, stawiamy na kuchence garnek z wodą i doprowadzamy ją do wrzenia. Na górę nakładamy metalową miseczkę i wrzucamy do niej czekoladę połamaną na kawałki. Czekolada rozpuszcza się na parze. Gdy się rozpuści, zdejmujemy ją z ognia i lekko chłodzimy. Następnie dodajemy do niej cukier i śmietanę. Masę nakładamy na ostudzone muffinki. Białą i mleczną czekoladę "kroimy" obieraczką do warzyw - dzięki temu powstaną drobne wiórki. Posypujemy nimi gotowe muffinki z masą na wierzchu i voila! Gotowe :)
Takie muffinki to świetny sposób na poprawienie szarego, burego, zimowego dnia. A  pełne rozanielenia i zachwytu miny tych szczęśliwców, których nimi poczęstujemy, wystarczą za najlepszą pochwałę i napełnią dumą każdą kucharkę :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Na karnawał trzeba nam chrustu!

Chrusty, chruściki, faworki - idealne w karnawale i na Ostatki. U mnie zagościły w Sylwestra, ale są tak pyszne i lekkie, że na pewno jeszcze je powtórzę. O dziwo są znane też w innych krajach, np. we Włoszech w poszczególnych regionach jako: Frappe di carnevale (Abruzzo), Bugie ( Piemonte), Cenci (Toscana), Chiacchiere (Lombardia). Włosi są rygorystyczni w kwestiach tradycji: poza okresem karnawału faworków u nich nie skosztujemy. W mojej kuchni jest nieco bardziej liberalnie, ale to i tak rzadki deser. O tyle dobry, że wyjątkowo lekki, a dzięki zawartości alkoholu w cieście nie chłonie tłuszczu. Uwielbiam je i mogę ich całkiem sporo zjeść. Dlatego osoby z IBS nie muszą się martwić, kilka chrustów tylko poprawi wam humor, a na pewno nie przyprawi o bóle brzucha.
Oby faworki przydały się wam na niejednej karnawałowej imprezie!

 Składniki:
30dkg mąki,
5 łyżek gęstej, półkwaśnej śmietany (18% lub 12%),
4 żółtka,
1 jajo,
1 łżka spirytusu,
szczypta soli
oOlej do smażenia,
cukier puder z dodatkiem cukru waniliowego

1. Dokładnie mieszamy wszystkie składniki, wyrabiamy ciasto składając kilka razy i wałkując ponownie. Rozwałkowujemy bardzo cienko, gdyż dzięki temu będą chrupiące, jak najmniej podsypując mąką.
2. Kroimy radełkiem na paski szerokości 3 cm. i dł ok. 15 cm. Każdy pasek nacinamy radełkiem przez środek (jak na zdjęciu) na długość ok. 3 cm.
3. Teraz trudniejsza część - przewijanie: podnosimy do góry pasek ciasta i łapiemu za dolną część. Górną część przewijamy przez rozcięcie, łapiemy ponownie za górę i delikatnie strzepijemy faworek, aby nabrał taki cudny, przewinięty kształt. Jeśli nie wystarczyło, pomagamy palcami, ale zwykle wychodzi bez problemów. UWAGA: rozcięcie nie może być zbyt małe, bo wtedy faworek nie wyjdzie zbyt piękny i trudno będzie go przewinąć.

4. Na patelni rozgrzewamy sporą warstwę oleju. Chodzi o to, by faworki pływały w tłuszczu, inaczej wchłoną wszystko to, co będzie na patelni, a smażyć będą się wolno. Wrzucamy po kilka faworków na rozgrzany tłuszcz i smażymy z obu stron na złoto.
5. Przy kuchence ustawiamy dwa talerze lub po prostu rozkładamy ręczniki papierowe i wykładamy na nie faworki, by odsączyły się ze zbędnego tłuszczu. W tym czasie na patelni smażą się już następne i powtarzamy całą operację, aż wszystkie faworki będą wysmażone czekały na posypanie pudrem.

6. Faworki rozkładamy na stole i chłodne posypujemy przez sitko pudrem zmieszanym z cukrem waniliowym. Układamy na półmisku i... cieszymy się tym wspaniałym widokiem naszego tradycyjnego polskiego deseru.

W mojej rodzinie przepis na faworki pochodzi od prababci ze strony mamy - już w Poznańskiej w dawnych czasach smażyło się faworki, choć jak wspomina moja babcia, robiono je wtedy znacznie grubsze i mniej chrupiące... Ale dla mnie najlepsze są właśnie takie jak na zdjęciach - cienkie, napuchnięte i bardzo bardzo chrupiące.
Życzę Wam wszystkim udanego karnawału!
Smażyć faworki z obu stron, osączyć na papierze, posypać pudrem.