wtorek, 12 listopada 2013

Złota Babka z jabłkami

Babka to bardzo lekkie ciasto - bez kremu, lukru, nadmiaru cukru - ogólnie całkiem dobre dla wszystkich z problemami z układem pokarmowym. Do tego w środku pieczone jabłka, też bardzo zdrowe. Polecam jako dobrą przekąskę :)


Składniki:
6 jaj
1 kostka masła 
1 szkl. cukru
2 i 1/2 szkl. mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
owoce (np. 10 jabłuszek)

Margarynę utrzeć z cukrem i dodawać po 1 jajku i po łyżce mąki z proszkiem na zmianę. Ucierać.
1/2 gotowego ciasta wyłożyć do podłużnej blachy o wyższych bokach. W cieście zatopić ćwiartki małych jabłek, obranych i pozbawionych gniazd nasiennych. Przykryć delikatnie resztą ciasta. Piec około 30 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego :)


sobota, 5 października 2013

Guacamole według BBC Food

Po skosztowaniu burgera w Hard Rock Cafe w Krakowie z dodatkiem guacamole postanowiłam przyrządzić je sama w domu. Pierwszy wypróbowany przepis pochodzi z BBC Food:

Składniki:

4 łagodne papryczki chilli
pęczek kolendry
2 pomidory
sól do smaku
1 cebula
sok z 1/2 limonki
3 dojrzałe avokado

Od razu zaznaczam, że to składniki na naprawdę solidną porcję. Jeżeli chcemy wypróbować guakamole, polecam zrobić porcję z 1/3 składników.
Nie mogę jeść ostrych dań, więc zrezygnowałam z papryczek. Limonkę można swobodnie zamienić na cytrynę, zależnie od tego, który z tych owoców znajdziemy w sklepie.

Wrażenia smakowe? Po pierwsze zaskoczenie: guacamole było zupełnie inne niż to w restauracjach, którego do tej pory próbowałam. Na pierwsze wrażenie smak cebuli i pomidorów dominuje smak awokado i cytryny. Ale! Wszystkie cztery grzanki ze zdjęcia zjadłam sama i było mi mało. Przepis oceniam na 3/5 - przy następnej próbie pominę cebulę i pomidora, żeby uniknąć smaku sałatki z pomidorów, jaki nasuwał mi się od pierwszej chwili. Mimo wszystko, efekt bardzo zadowalający. Trójka tylko ze względu na dominację smaku cebuli.


czwartek, 26 września 2013

Risotto kurkowe

Grzybobranie - pisze o nim już Magda Gessler i zapewne wszystkie poradniki i magazyny kulinarne w Polsce. Wczoraj miałam okazję próbować zupy grzybowej w restauracji Gothic na zamku w Malborku. Sama za zupą grzybową nie przepadam, jeśli już gotować coś z grzybów, to risotto kurkowe.

Risotto samo w sobie to miód na żołądek - jest kleiste, sycące, przepyszne. Bazę wykonujemy według standardowego przepisu na risotto, zależnie od preferencji, na bulionie warzywnym lub mięsnym. Najlepiej bez kostek rosołowych, a jeśli już koniecznie chcemy iść na skróty, to może z bulionetką - ma jednak mniej soli i glutaminianów.

Przepis na bazę do risotto na tej stronie. 

Risotto kurkowe


Składniki dla 4 osób:
baza risotto przygotowana według przepisu
400 g kurek
pół średniej cukinii
do wykończenia:
sól
pieprz
parmezan

W trakcie kiedy risotto gotuje się na wolnym ogniu, przygotowujemy kurki. Dokładnie myjemy kurki, pozbywając się najdrobniejszych ziaren piachu. Uwaga, bo lubią ukrywać się w zakamarkach. Można pomóc sobie małym nożykiem, starając się nie uszkodzić kurek. Nie moczymy grzybów, bo łatwo nasiąkają wodą. Dlatego proces mycia trzeba wykonać jak najszybciej.
Umyte kurki krótko podsmażamy na maśle. Wystarczy kilka minut - kurki są gotowe, kiedy są podgotowane, ale nadal kruche.

W międzyczasie myjemy cukinię i kroimy ją w półcentymetrową kostkę. Kurki zdejmujemy z patelni na talerz, a na pozostałym tłuszczu krótko podsmażamy cukinię.

Gdy risotto jest już prawie gotowe, dodajemy do niego cukinię i większą część kurek. Mieszamy, dolewamy ostatnią małą chochelkę bulionu i wygotowujemy. 
Ja najbardziej lubię, kiedy w risotto jest jednak trochę płynu. Dlatego po dolaniu ostatniej chochelki gotuję już tylko minutę, dwie i nakładam.
Na talerzu risotto ozdabiamy resztą kurek i posypujemy parmezanem.
A potem milkniemy na co najmniej dziesięć minut, kiedy wszyscy są tak zajęci jedzeniem, że nie słychać ani szmeru. Co najwyżej pomruki zadowolenia :)


czwartek, 14 marca 2013

Torta di rosa - Tort róży


Torta di rosa to wspaniałe, proste ciasto drożdżowe, na które przepis przywiozła prosto z Włoch moja mama. Najlepiej smakuje na świeżo, krótko po wyjęciu z piekarnika, kiedy ledwo co wystygnie. Jest niebiańsko maślane, nie za słodkie i naprawdę pyszne. A do tego bardzo proste. 

Składniki:
350 g mąki
150 ml mleka
25 g drożdży
1 łyżka cukru
3 łyżki oleju
3 żółtka
szczypta soli

nadzienie:
150 g miękkiego masła
150 g cukru

1. Przygotowujemy zaczyn drożdżowy: do ciepłego, ale nie gorącego mleka dodajemy drożdże i łyżkę cukru. Kiedy masa drożdżowa lekko wyrośnie, czyli drożdże zaczną pracować, dodajemy je do mąki, oleju, żółtek i szczypty soli. Wszystko wyrabiamy. Ja pod koniec dodałam odrobinę mąki, żeby ciasto lepiej się wyrobiło, ale nie zawsze jest to konieczne. Nie odkładamy ciasta do wyrośnięcia!
2. Rozwałkowujemy ciasto na kształt długiego prostokąta. Ma on mieć ok. 12 cm szerokości i sporą grubość. Z tego rozwałkowanego ciasta będziemy zwijać roladę. 


3. W międzyczasie przygotowujemy nadzienie. Miękkie masło wyrabiamy z cukrem na dość gładką masę. Nakładamy masę równo na rozwałkowane ciasto. Zwijamy roladę i kroimy ją na 5-centymetrowe kawałki. Powinno ich powstać około 12, mniej więcej tyle, ile z przerwami zmieści się w blaszce.
4. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Każdy kawałek ciasta "sklejamy" z jednej strony i tą stroną do dołu wkładamy tak powstałe różyczki do tortownicy. Między kawałkami trzeba zostawić trochę przerw, żeby miały jak wyrastać. Tak przygotowaną tortownicę zakrywamy czystą ściereczką i odkładamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. 
5. Nagrzewamy piekarnik do 180 st. Ciasto w tortownicy wyrasta bardzo szybko. Po wyrośnięciu wkładamy ciasto do nagrzanego piekarnika i pieczemy 30 minut. Ciasto powinno być złote.







Gotowe! Życzę Wam wszystkim smacznego i mam nadzieje, że spróbujecie upiec to pyszne, proste drożdżowe ciasto. Rozpływa się w ustach, gwarantuję :)

PS. Ja po torta di rosa czuję się świetnie. Nie miałam żadnych dolegliwości IBS-owych. Ale wiem, że niektórzy źle reagują na drożdże. Najlepiej przetestować to na sobie w małych ilościach i sprawdzić. W razie złej reakcji organizmu, rezygnujemy z drożdży kosztem torta di rosa. Ale może akurat Wam też nie szkodzi :)

niedziela, 10 marca 2013

Prosty koperkowy pstrąg

Pstrąg to jedna z moich ulubionych ryb. Niewiele jej trzeba, a ma świetny, wyrazisty smak, zupełnie inny od łososia, którego też jem często.
Latem organizowana była akcja "Nadeszła chwila na pstrąga grilla". Było pełno przepisów na różne wariacje pstrąga. Ja jadłam np. kiedyś pstrąga po góralsku, z oscypkiem. Ciekawe doświadczenie, ale zawsze wracam do prostego pstrąga. Najlepszy z hodowli kogoś znajomego, a kiedy takiego nie ma, to i ten z supermarketu się nada. Najważniejsze, żeby miał przejrzyste oczy, wtedy wiadomo, że jest świeży.

Składniki dla 2 osób:
2 świeże pstrągi
20 g masła
pół pęczka koperku
2 ząbki czosnku

ryż do sushi / basmati / chleb
ocet ryżowy

sałata / mieszanka sałat
musztarda
miód
oliwa z oliwek
sól
pieprz

Wypatroszone pstrągi dokładnie myjemy. Układamy je na blacie lub desce i solimy i pieprzymy. Do środka nakładamy po trochę masła i dużo koperku oraz po 1 ząbku czosnku. Przygotowujemy dwa kawałki folii aluminiowej. Muszą one być po 5 cm dłuższe niż pstrągi z każdej strony. Z jednej strony smarujemy je masłem lub oliwą. Nakładamy na nie pstrągi i zawijamy z każdej strony tak, żeby powstały kieszonki z pstrągiem w środki, jak na zdjęciu. Mocno zamykamy brzegi kieszonek.
Pstrągi wkładamy na blasze w kieszonkach do piekarnika nagrzanego do 180 st C. Pieczemy 15 minut. Wyjmujemy z piekarnika, otwieramy kieszonki i wkładamy z powrotem do piekarnika na 5 minut pod grill. Wtedy skórka pstrągów może się ładnie przypiec. W międzyczasie gotujemy ryż - ja zrobiłam ryż jak do sushi - z odrobiną octu ryżowego i niewielką ilością soli. Do tego możemy podać sałatkę lub ulubioną surówkę lub grillowane pomidorki koktajlowe. Dla mnie takie pomidorki to świetny wynalazek - nawet po 15 minutach są w środku pysznie gorące. Pstrągi wyjmujemy z folii - można zostawić sobie sos, który się wytworzył albo go wylać. Ostrożnie wyjmujemy  folii, żeby nie zdjąć skóry z ryby i nakładamy na talerze z ryżem i warzywami. Pyszne! Polecam :)

Pstrąg to bardzo dobra ryba dla wszystkich, którzy mają problemy żołądkowe - jest chudy, a sycący. Bardzo zdrowy.



poniedziałek, 18 lutego 2013

Muffiny czekoladowe



Już od dawna bardzo ważna osoba w moim życiu poprosiła mnie o upieczenie wymarzonych muffinków - miały być bardzo czekoladowe i koniecznie płynne w środku. W końcu obiecane i upieczone - a do tego naprawdę płynne w środku :)
Przepis pochodzi z tej strony.


Składniki:

  • 170g bardzo gorzkiej czekolady (zawartość kakao co najmniej 80%)
  • 170g masła
  • 6 jajek
  • 160g cukru lub trochę mniej
  • 90g mąki pszennej

  1. Włączyć piekarnik i nastawić na 180 st. C.
  2. Muffinki będą się piec w żaroodpornych naczynkach, wielkości dużych muffinek. Może to być też blaszka do babeczek, ale wtedy trzeba znacząco skrócić czas pieczenia. Foremki wysmarować dokładnie margaryną lub masłem i posypać dobrze cukrem.
  3. Czekoladę połamać na kawałki i razem z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej.
  4. Do ostudzonej czekolady dodać jajka, cukier i mąkę. Całość krótko wymieszać, np. mieszadłem, tylko do połączenia składników. Ciasto powinno uzyskać bardzo elastyczną konsystencję.
  5. Ciasto przełożyć do foremek do 2/3 wysokości.
  6. Piec w nagrzanym piekarniku około 15-17 minut. 
  7. Babeczki oddzielić nożem od foremek i wyłożyć na talerze. Podawać od razu na ciepło.
Kilka uwag do przepisu. Po pierwsze, byłam zaskoczona tym, że foremki wysypuje się cukrem, ale okazało się to bardzo ciekawym i skutecznym rozwiązaniem. Możnaby pewnie zastąpić to mąką czy bułką tartą, tylko po co?
Po drugie, surowe ciasto po krótkim wymieszaniu uzyskuje naprawdę elastyczną, piękną konsystencję. Na pewno wiele zależy od czekolady: ja imałam jedną tabliczkę prawdziwej belgijskiej czekolady o zawartości 92% kakao, a drugą Wawel, też o bardzo wysokiej zawartości. Polecam korzystanie z dobrej czekolady. Wawel kosztuje nieco ponad 3 zł, a daje przepyszny efekt. Nie ma co zastępować gorzkiej mleczną.
Po trzecie, warto wiedzieć, jak muffinki powinny wyglądać. Nie muszą być w stu procentach ścięte - ale mają mieć ściętą, chrupiącą warstwę z góry. Jeśli takie są, można z czystym sumieniem wyjmować je z piekarnika. 
Ostatnia uwaga: podajemy naprawdę gorące, bo inaczej płynny środek zastyga.
Smacznego :)





PS. Zastanawiałam się, jak zniosę takie ilości czekolady. Jestem właśnie po kolejnym przypomnieniu, że bez diety nie da rady, więc usilnie wprowadzam wszelkie możliwe zasady i ograniczenia, żeby tylko jakoś doprowadzić swój układ pokarmowy do porządku. Zjadłam jedną muffinkę i czułam się świetnie - nie tylko podniósł mi się poziom endorfin, ale też w ogóle mi nie zaszkodziła. Pewnie chodzi o umiar. Nie zalecam pożerania wszystkich, zwłaszcza na ciepło. Choćby były nie wiem jak smaczne! :)

piątek, 15 lutego 2013

Domowe sposoby na IBS

Niedawno na stronie ibseveryday.com opublikowano artykuł o domowych sposobach radzenia sobie z ZJD. Dla mnie niektóre z tych sposobów są nowością, inne zdecydowanie odrzucam(np. mięta przy refluksie jest niekorzystna, bo zwiększa produkcję kwasu żołądkowego), ale wiele z nich może się przydać. Na pewno warto spróbować. Poniżej, dla Was, tłumaczenie spod mojej ręki:


Domowe i naturalne sposoby na chorobę
Aby poczuć się dużo lepiej, możesz poeksperymentować ze swoim stylem życia, np.:
  1. Jedz więcej błonnika. Zamiast stosować suplementy, spróbuj wprowadzać do codziennej diety więcej naturalnego błonnika. Stopniowo zwiększaj jego ilość - wprowadzenie zbyt wiele błonnika naraz może nasilić objawy zespołu jelita drażliwego. Spożywaj więcej produktów pełnoziarnistych, owoców, warzyw, fasoli i grochu.
  2. Wydłuż przeżuwanie.Proces trawienia rozpoczyna się już w jamie ustnej, więc im dłużej przeżuwamy, tym mniej pracy musi wykonać nasz układ trawienny. Zwolnij i przeżuj każdy kęs od 30 do 40 razy.
  3. Jedz mniejsze posiłki.Zwłaszcza przy biegunce, małe ale częste posiłki mogą być bardziej znośne dla twojego brzucha.
  4. Wyłącz z diety nabiał. Niektórzy mają nadwrażliwość na nabiał i czują się lepiej po ograniczeniu produktów mlecznych.
  5. Pij więcej.Płyny pomagają w usuwaniu wszystkich zbędnych substancji z układu pokarmowego i poprawiają funkcje trawienne. Pij więcej wody i herbaty, ale unikaj alkoholu i napojów z kofeiną - pobudzają one jelita i mogą prowadzić do produkcji gazów.
  6. Ćwicz. Regularne wykonywanie ćwiczeń fizycznych stymuluje normalne skurcze jelit.
  7. Wprowadzaj probiotyki. Probiotyki zawarte w jogurtach i suplementach diety mogą niwelować objawy, zwłaszcza jeśli  ZJD spowodowany jest brakiem odpowiednich bakterii w przewodzie pokarmowym. Pierwsze badania wskazywały na łagodzenie symptomów ZJD przez probiotyki.
  8. Joga, masaż, lub medytacja. Wszystkie one zmniejszają stres, przez co rozluźniają się mięśnie wokół układu pokarmowego.
  9. Zioła. Mięta pieprzowa to naturalny środek przeciwskurczowy, który rozluźnia mięśnie jelit. Olejek miętowy jest popularnym środkiem w leczeniu ZJD. Może on usuwać gazy i dawać chwilową ulgę w objawach. W ośmiu na dwanaście badań naukowych dowiedziono, że mięta pieprzowa jest bardziej skuteczna niż placebo w eliminowaniu objawów ZJD.
  10. Akupunktura.Nie ma zgodności w badaniach naukowych na ten temat, ale niektórym osobom pomaga również akupunktura.
  11. Zażywaj więcej witaminy C i magnezu.Szacuje się, że wielu Amerykanów ma niedobór magnezu - pierwiastka, który pomaga w optymalizacji działania układu trawiennego. Witamina C podnosi odporność. Jeżeli cierpisz na zaparcia, postaraj się stosować suplementy z witaminą C i magnezem. (Około 2000 mg witaminy C oraz 200 mg magnezu dziennie).
  12. Wypróbuj działanie glutaminy. Ten aminokwas znany jest jako dobry środek na biegunkę. Dodaj 1/4 łyżeczki do wody i wypij na czczo. Stopniowo zwiększaj dawki, aż do uzyskania odpowiednich rezultatów (do 1 łyżeczki, 2 do 3 razy dziennie).
  13. Jedz i zapobiegaj stanom zapalnym.Jedząc produkty, które są naturalnym sposobem zwalczania stanów zapalnych, możesz zapobiec nasileniom objawów. Dobrym pomysłem są olej kokosowy, łosoś i sardynki, orzechy i kokos. Do soków, herbat, zup i sałatek, dodawaj imbir i kurkumę.
  14. Zażywaj enzymy trawienne. Enzymy pomagają w trawieniu tego, co jemy. Problemy z trawieniem mogą pojawić się, ponieważ układ trawienny nie radzi sobie z rozkładaniem pokarmów. W takim przypadku, pomocne może być przyjmowanie enzymów trawiennych przy każdym posiłku.
  15. Pij więcej koktajli i shake»ów. Łatwo się je trawie, a do tego można je wypełnić błonnikiem i innymi substancjami odżywczymi. Źródłem lekkostrawnego błonnika mogą być płatki owsiane. Można też dorzucić mielone siemię lniane.
A dieta raw food?
Niektóre osoby cierpiące na ZJD źle reagują na jedzenie posiłków raw foow. Jednak może warto spróbować spożywać więcej posiłków tego typu. W diecie raw food znajdują się enzymu roślinne, które wspomagają proces trawienia i zmniejszają ciężar „spoczywający” na jelitach. Dodatkowo zawierają dużo dobrych bakterii - część z nich pochodzi z gleby, w której rosną rośliny. Proces gotowania zabija pożyteczne bakterie, a pozostawia te szkodliwe. Spożywanie „surowego” jedzenia zaopatruje nas w pożyteczne bakterie i przywraca równowagę układowi trawiennemu.
Dieta raw food ma również więcej błonnika. Osoby z ZJD źle trawią błonnik, ale stopniowe zwiększanie jego ilości w diecie może bardziej pomóc niż zaszkodzić. Najważniejsze to zmieniać dietę stopniowo, zwiększając ilość błonnika po trochę w trakcie 1 miesiąca. Wsłuchaj się w swoje ciało i nie bój się próbowania różnego rodzaju posiłków zawierających błonnik. Jeśli nie zadziała siemię lniane, wypróbuj więcej płatków owsianych.
Wielu pacjentom bardzo pomaga dieta raw food. Dla niektórych, jest to nawet rozwiązanie wszystkich problemów żołądkowo-jelitowych. Dla innych, lepiej działa zróżnicowana dieta zawierająca więcej gotowanych produktów. Każdy z ZJD inaczej reaguje na jedzenie. Próbuj wprowadzać małe zmiany w swojej diecie i zobacz, co działa najlepiej.

Źródło
“Irritable Bowel Syndrome Statistics,” ibseveryday.com, http://ibseveryday.com/2009/12/irritable-bowel-syndrome-statistics/.

niedziela, 20 stycznia 2013

Tort galaretkowy


Aby przywrócić sobie trochę wiosennego optymizmu, postanowiłam upiększyć sobie weekend lekkim deserem. Wymyśliłam tort galaretkowy (choć jestem pewna, że przede mną ktoś też taki już robił, ale przezornie nie sprawdzałam w internecie :) ). Lekki i pyszny, ale dla cierpliwych.

Składniki:
5 opakowań galaretki o różnych smakach i kolorach. Ja unikam hitów z ostatnich miesięcy, takich jak galaretka szmaragdowa i inne nieziemskie smaki i kolory - wolę prostsze smaki i bardziej "naturalne" kolory.
2 gruszki
1 jabłko
4 mandarynki.

Kolejno rozpuszczamy galaretki w wodzie. Ja zaczęłam od czerwonej. Rozpuściłam ją, schłodziłam i czekałam aż lekko się zetnie. W międzyczasie przyszykowałam tortownicę, t.j. wyłożyłam ją folią. Obrałam i pokroiłam gruszkę, którą wyłożyłam spód tortownicy. Świetny spód "ciasta" :)
Dalej po kolei rozpuszczałam galaretki w osobnych naczyniach i chłodziłam. Chodzi o to, by jeden smak stężał, wtedy wykładamy go do tortownicy, a niedługo potem tężeje następny i tak w kółko. Do kolejnych warstw dokładałam obrane i pokrojone owoce. Tort wyszedł iście tęczowy :)

PS. Galaretka ma świetne właściwości dla kości i stawów. Mnie nie zaszkodziła, a wyglądała i smakowała świetnie.

piątek, 21 grudnia 2012

Waniliowe śnieżynki


Gdy byłam małą dziewczynką, godzinami siedziałam w kuchni z mamą. Ja rysowałam albo układałam klocki lego, a ona szyła. Sukienki, spódnice, spodnie - wszystko spod igły. Ale biblia wszystkich krawcowych-amatorek tamtych czasów, czyli magazyn Burda, dla mnie zawsze skrywał wiele innych sekretów. Kiedyś, przed świętami, w Burdzie pojawiły się przepisy na ciasteczka i pralinki. Pamiętam jak dziś, gdy namawiałam mamę do wypróbowania tych przepisów. Były ciasteczka z szafranem, wyglądające jak słońce, były migdałowe, ale i waniliowe śnieżynki. Od wtedy, co roku piekę waniliowe śnieżynki, które skradły serca wszystkich, których nimi częstowałam. Pora na Was :)

Składniki
  • 250g mąki ziemniaczanej
  • 120g mąki pszennej
  • 100g cukru pudru
  • 200g prawdziwego masła
  • opakowanie cukru waniliowego lub łyżeczka ekstraktu


1. Wszystkie suche składniki wsypać do miski, dołożyć do tego zimne masło - może być z lodówki pokrojone w kostkę lub z zamrażarki starte na grubych oczkach tarki. Siekamy nożem, aż ciasto praktycznie się połączy. Jeśli trzeba, krotko wyrabiamy ręką.

2. Gotową masę dzielimy na kilka części - z każdej części formujemy wałeczek i układamy na deseczce lub w podłużnym plastikowym pojemniku. Wszystkie kawałki formujemy w wałeczki w ten sam sposób (nie muszą być wyjątkowo kształtne, chodzi tylko o schłodzenie ich w lodówce). Chłodzimy przez 40 minut. 

3. Wyjmujemy po jednym wałeczku i kroimy go na plastry o grubości około 0.5 cm. Z każdego plasterka formujemy kuleczkę. Ma być mniej więcej średnicy 1,5 cm. Oczywiście mogą być trochę mniejsze, odrobinę większe, ale nie za bardzo, bo inaczej nierówno się upieką. Kulki układamy obok siebie, z niewielkimi odstępami na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy około 25 minut w 165 topniach. Ciasteczka trochę zmienią kształt w pieczeniu, ale ciasto nie może być zbyt miękkie lub tłuste, bo się rozpłyną. Z tej proporcji powinny wyjść just perfect :)

Ciasteczka po upieczeniu mają mieć jasny, kremowy odcień. Nie mają być brązowe. Są kruche, więc delikatnie wyjmujemy je z blachy. Posypujemy odrobiną pudru i można zajadać :)

czwartek, 20 grudnia 2012

Krupnik

Dzielimy się na tych, którzy krupnik kochają i tych, którzy go nie znoszą - kojarzy im się z nielubianą zupą z dzieciństwa. Dla mnie krupnik to jedna z najpyszniejszych zup. Dla mnie najlepsza rzecz na zimowe dni. Zastępuje drugie danie, bo zawiera dużo delikatnego mięsa i sporo warzyw. A do tego łagodzi żołądek, bo jest kleisty i delikatny. 

Krupnik na wołowinie

500 g wołowiny
włoszczyzna (półtora marchewki, korzeń pietruszki, seler, por)
4 ziemniaki
8 łyżek kaszy jęczmiennej
pieprz w ziarenkach
liść laurowy
ziele angielskie
sól
pieprz mielony

Mięso na zupę może być dobrane według zawartości lodówki, zamrażarki albo upodobań. U mnie tym razem był rostbef, ale dobrze jest też gotować zupę na mięsie z kostką. Im gorsze problemy z układem pokarmowym, tym chudsze mięso. Prawdą jest, że tłuszcz, sól i cukier to nośniki smaku, ale niestety - musimy je dozować z umiarem, by potem godzinami nie cierpieć. 

Najpierw dość długo gotujemy mięso w wodzie (około 2 litrów). Gdy woda się zagotuje, dodajemy kaszę (wcześniej przepłukaną wodą). Potem kroimy warzywa w dość dużą kostkę i dokładamy je do mięsa razem zielem, liściem laurowym i pieprzem, bez ziemniaków. W międzyczasie zdejmujemy szumowiny z gotowania mięsa. Po 1,5 godziny gotowania sprawdzamy miękkość mięsa. Jeśli jest już miękkie, wyjmujemy je, do zupy wkładamy ziemniaki. Mięso kroimy w dużą kostkę i wkładamy z powrotem do zupy. 
Zupa powinna już być pyszna. Dodajemy do niej sól i pieprz, do smaku. 

To zupa w stu procentach bez glutaminianu sodu. Ja już przekonałam się, że bez kucharka i vegety można spokojnie gotować. To tylko przyzwyczajenie naszego mózgu i kubków smakowych do uzależniającej subtancji. Wystarczy uwierzyć, dodać soli, a z czasem dodawać jej troszkę mniej. Smak jak się patrzy!

piątek, 26 października 2012

Zapiekanka z cukinii Jamiego


Po ostatniej wizycie w księgarni, do domu wróciłam obładowana - "Ekonomia gastronomia", "Słodkie życie w Paryżu" i "Kulinarne wyprawy Jamiego". Próbuję wszystkiego, co mi się podoba po kolei z każdej z nich.
Dziś zapiekanka z cukinii - wspaniałe wegetariańskie danie - idealne dla wszystkich z IBS. Zdrowe, pyszne, lekkie.

U mnie porcja dla dwóch osób z dokładką. Zrobiłam ją z jednej dużej cukinii.

6-8 porcji:
2 łyżki oliwy
3 cebule, obrane i pokrojone w cienkie plasterki
180 g opłukanego ryżu
7 średnich cukinii, pokroić w cienkie plasterki
500 ml gorącego bulionu
4 czubate łyżki naturalnego jogurtu / gęstej śmietany
150 g startego sera lub mozzarelli
sól, pieprz, oliwa

Rozgrzewamy piekarnik do 190 st. W między czasie rozgrzewamy oliwę na patelni, wrzucamy na nią cebulę i po chwili dolewamy trochę wody. Gdy cebula się zeszkli i zmięknie, wrzucamy na nią ryż i cukinię. Dolewamy bulion i dusimy 5 minut. Zdejmujemy z ognia, dodajemy jogurt, 2/3 sera i przyprawy. Mieszamy dokładnie.
Wykładamy do natłuszczonej formy, np. brytfanki. Rozkładamy tak, by cukinia była na wierzchu. Posypujemy resztą sera i pieczemy przez 40 minut.
Jest super :)

Jamie poleca podawać ją do grillowanego mięsa lub ryby z sałatką. Dla mnie to pełne danie na lunch w środku tygodnia.




sobota, 29 września 2012

Cukinia po meksykańsku

Jesienią na straganach z warzywami jest tak wiele pyszności, że nie wiadomo, co gotować najpierw, dynię, cukinię, papryki... wybór jest niemalże nieskończony. Najlepiej - wszystko po kolei.
Na lekki obiad, który nie przysporzy nam żadnych problemów żołądkowych, a dostarczy wiele smaku i mnóstwo witamin, polecam cukinię po meksykańsku. Przepis zaczerpnięty ze "Smaku życia" Agnieszki Maciąg.


Składniki:
3 duże pomidory
2 młode spore cukinie lub 6 małych
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
2 ząbki czosnku
2 suszone papryczki chili
1 cebula
2 łyżki oliwy z oliwek
0,5 szklanki posiekanych liści bazylii
1 łyżeczka cukru trzcinowego
sól
świeżo mielony czarny pieprz
Żeby to danie naprawdę nie szkodziło, przepis dla IBS-ów trzeba trochę zmodyfikować. Ja rezygnuję z papryczki chili, cebuli i czosnku. Wiem, że wszystkie te składniki sprawiają, że danie ma wyjątkowy aromat. Niestety, dla mnie są tylko źródłem bólu żołądka, więc.... z bólem rezygnuję! Ostatnio dowiedziałam się też, że jedno z moich ulubionych ziół, bazylia, bardzo wzmaga produkcję kwasu żołądkowego. Więc teoretycznie też powinnam z niego zrezygnować. Nie rezygnuję, myślę, że to mały grzech.

1. Najpierw parzymy pomidory i obieramy je ze skórki. Kroimy w kostkę. Cukinię myjemy i bez obierania kroimy w kostkę. Paprykę myjemy, usuwamy nasiona i kroimy w kostkę.
2. Na rozgrzaną na patelni oliwę dodajemy paprykę. Gdy papryka jest już prawie gotowa, dodajemy cukinię, a na koniec pomidory. Dusimy bardzo krótko, wszystkie warzywa szybko będą miękkie. Na koniec dodajemy cukier, sól i bazylię.

Podajemy z kuskusem lub z ryżem. Coś pysznego, a do tego wegetariańskie. Naprawdę poprawi humor w słotny dzień :)

niedziela, 2 września 2012

Muffiny na koniec lata

Pod koniec lata wszystkie owoce przyniesione z ogrodu lub z targu wywołują uśmiech na twarzy. Jest jeszcze trochę malin, pojawia się polski winogron, pomidory są lepsze niż w jakimkolwiek innym miesiącu. Z ostatnich zakupów przyniosłam też koszyczek pięknych czerwonych porzeczek - soczystych, słodkich i kwaśnych jednocześnie, po prostu pysznych. Bardzo letnich.
Kiedy zostaje mi trochę bananów, ich skórka robi się ciemniejsza, a same banany są zbyt dojrzałe, wiadomo, co będzie na deser - babeczki bananowe, robione na bazie bananów, oleju i białej czekolady. Ale skoro mamy koniec lata, postanowiłam zmodyfikować przepis i zamiast przesłodkich babeczek, upiec muffinki bardziej letnie, z czerwoną porzeczką.

Składniki:
3-4 bardzo dojrzałe banany
125 ml oleju słonecznikowego
2 jajka
125 g mąki pszennej
125 g mąki kukurydzianej
90 g drobnego cukru i łyżka cukru demerara
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
pół koszyczka porzeczek


1. Babeczki robi się niezwykle szybko, więc najpierw włączamy piekarnik i rozgrzewamy do 
200 st. C. Foremki do babeczek wykładamy papilotkami, ewentualnie smarujemy odrobiną tłuszczu i wysypujemy bułką tartą. Silikonowych foremek nie trzeba ani smarować, ani posypywać, ani wypełniać papilotkami.

2. Banany rozgniatamy tłuczkiem do ziemniaków lub widelcem. Do osobnej miski wlewamy olej, dodajemy jajka i ubijamy trzepaczką.
3. Do dużej miski wsypujemy: mąkę, cukier, sodę i proszek. Mieszamy. Dodajemy mus bananowy i mieszankę oleju i jajek.
4. Porzeczki płuczemy i zdejmujemy z gałązek. Dodajemy do dobrze wymieszanej masy i lekko mieszamy, aby były rozłożone równomiernie. Do każdej papilotki/foremki nakładamy około 2 łyżki ciasta. Można nakładać prawie do pełna, wtedy babeczki pięknie wyrosną. To, że dobrze wyrastają to zasługa połączenia sody i proszku. Natychmiast po wyłożeniu ciasta, foremki wkładamy do piekarnika. 
5. Pieczemy około 25 minut. 

Dla mnie to świetny deser - nie są tłuste, nie zawierają kremu, który dla osób z IBS jest prawdziwym zabójstwem. To deser bez surowych owoców, nie za słodki. Babeczki są sycące i zdrowe, w końcu robione z owoców i z owocami. Porzeczki to właściwie świetny dodatek - dzięki nim jest równowaga między smakiem słodkim i kwaśnym w babeczkach, a ich pestki świetnie się rozgryza. Po prostu bomba ;)








niedziela, 26 sierpnia 2012

Potage Célestine

Potage Célestine, czyli krem z selera i porów to typowa zupa z kuchni francuskiej. Ten przepis pochodzi z "Mastering the Art of French Cooking" autorstwa Julii Child i Simone Beck (o której bardzo często kompletnie się zapomina). Dla mnie zupełna nowość, wielka odmiana dla podniebienia i zupełna niespodzianka pod względem smaku i aromatu!
Znudzona kremem z pomidorów i z dynii, postanowiłam poszukać inspiracji u Julii Child. Końcówka tego lata i jesień upłyną u mnie zdecydowanie pod znakiem kuchni francuskiej. 
Przepis przetłumaczony przeze mnie z oryginału, nic dodać, nic ująć :)



Potage Célestine
Krem z selera, na bazie ziemniaków, porów i ryżu
To zupa z porów i ziemniaków z nutką selera, dobra zarówno na gorąco, jak i na zimno.
Na 6 porcji
I.                    Por i seler
Białe części 2 średniej wielkości porów, pokrojone w krążki; lub 2 duże cebule, poszatkowane
6 dużych łodyg celera, pocięte w kawałki
¼ łyżeczki soli
40 g masła
Duży rondel z grubym dnem, z pokrywką
750 ml lekkiego bulionu z kurczaka,
85 g białego ryżu
Gotuj na wolnym ogniu warzywa z solą i masłem pod przykryciem, aż warzywa zmiękną, około 10 minut. Uważaj, żeby warzywa się nie przypaliły. Dodaj bulion, zagotuj, dosyp ryż, zamieszaj i gotuj powoli bez przykrycia przez 25 minut.
II.                  Ziemniaki
3 lub 4 ziemniaki średniej wielkości, obrane i pokrojone w kostkę.
mniej niż 0,5 l wody
 ½ łyżeczki soli
Drugi duży rondel z grubym dnem.
Tłuczek do ziemniaków lub blender
mniej niż 0,5 l mleka, podgrzanego w małym garnku
Trzepaczka i drewniana łyżka

W międzyczasie, ugotuj ziemniaki w osolonej wodzie. Gdy ziemniaki będą miękkie, przelej wodę, w której się gotowały do rondla z porem i selerem. Jeśli używasz tłuczka, utłucz ziemniaki, przełóż z powrotem do garnka i dodaj do nich mleko, aż wszystko utworzy kremowe puree. Jeśli korzystasz z blendera, zmiksuj ziemniaki z odrobiną mleka, przełóż do rondka i trzepaczką połącz z resztą mleka.
III.                Wykończenie zupy; masełko ziołowe i grzanki
1/8 łyżeczka cukru (by podkreślić smak)
sól i biały pieprz
Zmiksuj mieszankę porowo-selerową wraz z płynem i połącz z puree ziemniaczanym. Dobrze wymieszaj trzepaczką i zagotuj; dodaj cukier i przyprawy do smaku.
Odstaw na bok bez przykrycia.
80-100 g miękkiego masła
3 łyżki trybuli ogrodowej lub estragonu; lub utarta świeża pietruszka i ¼ łyżeczki suszonego estragonu
Podgrzana waza; miseczki do zupy lub bulionówki
Grzanki

Podgrzej zupę przed podaniem. Połącz masło z ziołami i wysmaruj nim wnętrze wazy lub nałóż po troszkę do każdej miseczki lub bulionówki. Przelej gorącą zupę na masełko ziołowe, wierzch posyp grzankami. Podawaj gorące.


To Julia Child, więc żaden komentarz nie jest potrzebny. Ale mimo wszystko: połączenie puree z ziemniaków i delikatnie rozdrobnionego ryżu? Dla mnie zupełna nowość i coś... wspaniałego!